Archiwum

grrrr

chciałam tu wrzucić film z Adasiem jak gra ale nie umiem- znika kod niewiadomo czemu. A jakieś wstawiacze nie działają! Ech… znaczy to tyle, że na tym blogu muszę się ograniczyć do pisania. Film na adasielku znajdziecie (link na górze).

Zagadka

Jedziemy samochodem. Dzieci zadają sobie zagadki.
N: Tosiu, co to jest? Zielone, dłuuuugie i groźne zwierzę i ma duuużo zębów?
T: nie wiem.
N: wiesz! Kro…??
T: TLOWA! :D

I jeszcze jeden staroć- przepisane z facebooka

Nata: Adaś, mówisz nie na temat
Adaś: nie! Mówię na temat!
Nata: nie, właśnie że gadasz nie na temat
Adaś: Natalia! Mówię na temat… tylko inny!

Co się kręci?

Adaś opowiada Tosi o ruchu obrotowym Ziemi:
- Tosiu a wiesz, że cały czas się kręcimy?
- coś ty Adaś, przecież my nie jesteśmy filmem- kończy wykład dwuletnia siostra.

Trudne Pytania

Duże Dziecko zadało mi wczoraj Trudne Pytanie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem i niech zapyta tatę kiedy ten wróci z pracy. Gdy mąż wrócił zapytałam od progu „kochanie co to jest liczba idealna?”. I on i Nata zgłupieli. Jak to możliwe że pojęcie „idealna” w matematyce nie jest równoznaczna z „doskonała” ??? Od zawsze wiedziałam, że nie rozumiem matematyki :)

P.S. Facebook ukradł mi trochę treści blogowych więc je przepiszę powoli. I postanowienie noworoczne mam, że tu powrócę. Może nawet jakiś fanpejdż założę hihihi

Pierwszy raz

Tosia po raz pierwszy w życiu rozchorowała się w czasie kiedy Adaś jest zdrowy. Może system odpornościowy Adaśka trochę dojrzał i nie wzięły go tym razem wirusiska, które w prezencie przyniósł młodszej siostrzyczce.

Pianino

W przedszkolu Adasia ruszyły zajęcia z gry na pianinie. Namówiłam go na nie własnoręcznie i oto w ubiegłą środę edukacja muzyczna naszego dziecka stała się rzeczywistością. Dzisiaj odbyłam rozmowę telefoniczną z nauczycielką (miałam zadzwonić do niej we czwartek ale zapomniałam :) ). Pani Ludmiła powiedziała, że jest bardzo zadowolona, że Adaś trafił „w jej ręce”. Że jest bardzo muzykalny, że uważa na zajęciach- słucha, nie wierci się i chłonie jak gąbka, że ma odpowiednie ręce i solidne palce i przede wszystkim ma słuch. Bardzo mnie ta rozmowa pozytywnie nastroiła. Pierwszy miesiąc mamy potraktować lajtowo i postawić na dobrą zabawę a co będzie potem to się okaże- mam nadzieję, że się Adaśkowi szybko nie znudzi.

P.S. czemu tej notki się nie da skomentować??? Pomocy!

Ruch

Nie to, że nie chciałam czegoś napisać ale blog.pl mi to skutecznie uniemożliwiał od jakiegoś czasu. Zawzięłam się i oto jestem. Zmieniam sobie kolor z szarego mundurka na zielony w gwiazdki i zachwycam się cudem „ulepszenia” i posiadactwem „kokpitu”. A o dzieciach też coś napiszę ale już nie dziś.
zofik

2 lata

W piątek 23. kwietnia leżałam już w szpitalu. Obudzili mnie, jak to w szpitalu, o 5 rano. Do 10tej badania, sprzątanie, obchód, prysznic i w końcu podłączyli mi pompę z oksytocyną. Nie było tak strasznie jak to sobie wyobrażałam. Później skurcze niewyraźne, wody zaczęły się sączyć, zawróciłam męża z jakiejś zamiejskiej wyprawy. Łaziłam po schodach w górę i w dół chyba ze 140 razy! Byłam tak zmęczona, że zamykały mi się oczy na tych schodach. Skurcze były dość bolesne ale wiedziałam, że jeszcze daleka droga. O 18tej lekarz stwierdził, że rozwarcie ani drgnęło. Rozkleiłam się wtedy zupełnie. Miałam wrażenie, że ta mała zmora nigdy się nie urodzi a przecież za tydzień Natusia miała 1. Komunię- musiałam być w domu! Płacząc odprawiłam męża do domu, nie odbierałam telefonów bo nie byłam w stanie rozmawiać. Padałam na pysk ze zmęczenia więc poszłam pod prysznic, przebrałam się w piżamę i wtedy zaczęły się TE skurcze. Wiedziałam wtedy, że to już ostatnia prosta ale bardzo bałam się w to wierzyć. Relacja SMSowa z mojego telefonu wygląda tak:
Zbyszek 21:28 „Kocham Cię :* Trzymaj się Dziabągu”
Ja 22:59 „Skurcze mam co 10 minut. Troszkę mi weselej przez to ale strasznie zmęczona jestem tym dniem a jak się okaże, że rozwarcie dalej się nie rusza to chyba umrę!”
Zbyszek 23:03 „Nie ma mi tu żadnego umierania! Ja sam na pożarcie przez te dzieciory nie zostaję… A w domku wszyscy już śpią. Kocham Cię i trzymaj się jakoś a jakby co to dzwoń, to do Ciebie przyjadę :*”
Zbyszek 1:00 „I jak tam Dziabąg?Trzymasz się?”
Ja 1:02 „tak, ale boli coraz bardziej. Staram się spać”
Ja 2:23 „na 6 piętro do tej sali co ostatnio.”
Zbyszek był u mnie kilka minut po tym smsie. Włączyliśmy radio, położyliśmy się razem na kanapie i zasnęliśmy. Co 10 minut budził mnie potworny ból ale na szczęście trwał krótko. Chwilkę przed 6tą obudził nas lekarz. O 6:30 Tosiula leżała na moim brzuchu obślizgła i brudna ale z otwartymi oczami i wgapiała się we mnie. 
A potem się okazało, że z charakteru jest podobna zupełnie do nikogo :) A Zbyszek mówi o niej „Słoneczko”.


Z ostatniej chwili

Piszę sobie na blogu a Panna Wszędobylska ryje mi się w tym czasie na fotel tuż za moimi plecami. Staje opierając brzuszydło o moje plecy i zaczyna odgarniać mi włosy z ucha. Raz jedną ręką, raz drugą i dokopać do ucha się nie może. Włosy, które z mozołem prostowałam kilka godzin temu uparcie opadają na ucho. W końcu dziecię dwoma rękami na raz rozprawia się z moją fryzurą, przykłada usta do mojego ucha i krzyczy:
„halooo, haaaaloooo”
A potem nasłuchuje jakby chciała usłyszeć echo i wybucha perlistym śmiechem. Poczucie humoru?? :)
mama